Noty
1. Gdy razem z Kirtanem dobieraliśmy graczy do poszczególnych ról, najmniej wątpliwości przysporzył nam Scobin. Obaj wiedzieliśmy, że po prostu musi wcielić się w postać surowego księdza Emila Brenta. Niestety, jak to czasem w życiu bywa, pomysł spalił na panewce. Scobin nie zagrał z nami w ogóle, bo w dzień pierwszej sesji był niedostępny. Zastąpił go Dabroz. Nie zawiódł, ale nie ulega wątpliwości, że Scobin jako Brent ciskałby cytatami z Pisma Świętego dużo sprawniej.
2. Jedenaście było swoistym eksperymentem wyznaczającym nowe szlaki w dziedzinie pebeircologii. Mówiąc bardziej po ludzku: Rola MG została zdublowana, sesje prowadziły dwie osoby — Kirtan i ja. Rozdział obowiązków był nieskomplikowany: podzieliliśmy się kontaktami z graczami na privie, prowadzeniem narracji w poszczególnych lokacjach i wcielaniem się w NPC-ów. Wszystko funkcjonowało znakomicie. Nie obeszło się bez paru drobnych zgrzytów w koordynacji współpracy, ale zważywszy, że dopiero pierwszy raz graliśmy w taki sposób, było naprawdę bardzo dobrze. Szczerze mówiąc, porcje mistrzowania przypadły każdemu z nas po równo tylko na pierwszej sesji, gdy wystąpiło najwięcej graczy oraz NPC-ów i gdy panował największych ruch między lokacjami. W drugiej części "Jedenastu" aktywność Kirtana była ograniczona z powodów technicznych, a w ostatniej w ogóle nie było już wiele do roboty. Niemniej jednak minikampania wykazała dobitnie przewagę PBIRC-a nad sesją w realu polegającą na łatwym wprowadzeniu do rozgrywki dodatkowego (dodatkowych?) Mistrzów Gry.
3. Niewiele brakowało, a Corwin popsułby ze szczętem całą minikampanię na samym początku pierwszej sesji. Otóż gracze odgrywający morderców, a więc on i Lord Thomas, mieli wejść na wspólny, osobny kanał, gdzie mogliby się naradzać. Niestety, przy wpisywaniu komendy /join Corwinowi osunął się palec na klawiaturze i w rezultacie nazwa "tajnego" chat-roomu pojawiła się na kanale publicznym. Natychmiast zajrzał do niego Atok, ale na całe szczęście nie znaleźli się tam jeszcze ani Lord Thomas, ani Corwin. W przeciwnym razie Atok zobaczyłby dwóch współgraczy spiskujących razem z Mistrzami Gry i bez trudu wysnułby prawidłowe wnioski.
4. W literackim pierwowzorze przełomowy moment stanowiła upozorowana śmierć sędziego. Pozostali zanieśli "trupa" do osobnego pokoju i począwszy od tamtej chwili Wargrave mógł swobodnie grasować po wyspie, eliminując kolejno następne osoby, podczas gdy pozostali przy życiu sądzili, że mordercą jest ktoś z nich. Z punktu widzenia książkowego scenariusza był to zabieg absolutnie niezbędny, gdyż tam zabójca działał w pojedynkę. W PBIRC-u Corwin i Lord Thomas mieli ułatwione zadanie — mogli współpracować. Jednak i tak upierałem się, by upozorować śmierć bohatera Corwina i wprowadzić tym samym do gry dodatkowy "twist". Jak wiadomo, nic z tego nie wyszło. Nie było okazji; potrzeby zasadniczo też nie. Gdy pod koniec drugiej części Corwin zapytał "To po co ja właściwie miałem udawać trupa, bo już zapomniałem?", zrozumiałem, że nie tędy droga...
5. Która sesja była najlepsza? Przede wszystkim: Każda była inna. Najwięcej działo się (w sensie ilości wyprodukowanego na kanałach tekstu) na pierwszej z nich, która z oczywistych powodów była najbogatsza pod względem interakcji między graczami. W drugiej części minikampanii Jeremiah Covenant (Victor Claythorne) i Masato Okane (dr Armstrong) stworzyli arcyciekawą, zupełnie nieprzewidzianą przez Mistrzów Gry sytuację, gdy próbowali zastrzelić w kaplicy Lombarda. Ostatnia sesja była najbardziej dynamiczna, ale poniekąd też "najsmutniejsza"... no bo prawie wszyscy już nie żyli.
6. Większość utworów muzycznych wykorzystanych podczas sesji pochodziła z soundtracków do filmów 12 Małp (Paul Buckmaster) i Dziecko Rosemary (Krzysztof Komeda).
7. Last but not least, podziękowania należą się Alchemist za poratowanie Kirtana swoim komputerem w potrzebie.